Ociągam się z tym wpisem. Nie wiem co przystoi w takiej chwili. Prezydent nie był moją ulubioną postacią świata polityki, ani jego brat, ani większość biura Prezydenta. Nie będę udawał, że było inaczej. Gdyby Prezydent Kaczyński nie uległ wypadkowi lotniczemu nie głosowałbym na niego. Ale to był też zwykły człowiek. W jego biurze pracowali ludzie.
I wreszcie od tej chwili zacząłem widzieć w przeciwnikach politycznych ludzi. Dawno ich nie widziałem. Od niepamiętnych czasów. Dla mnie to wezwanie do tego co dawno w tych stronach – i we mnie- zaginęło – do zobaczenia ludzi pod maskami wrogów, oponentów, przeciwników, kogoś kogo ma się ochotę unicestwić. Niech dobry Bóg zlituje się nad nami.
Kwiecień 12, 2010
10042010
Marzec 6, 2010
Władysław V Kierowca Ludzkości
PAP | dodane 2010-02-20 (23:45)
Znany działacz Solidarności Władysław Frasyniuk opowiedział się za zniesieniem święta 11 listopada i ustanowieniem w jego miejsce święta państwowego w dniu 4 czerwca, upamiętniającego wybory do tzw. sejmu kontraktowego z 1989 r.
Skreślmy 11 listopada, bo zimno, chłodno i prawdę powiedziawszy jest to ponure święto, w którym kontynuujemy tradycję II RP, a trzeba ją przerwać – zadeklarował Frasyniuk, wypowiadając się w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w Londynie przy okazji otwarcia wystawy „Solidarność legenda wiecznie żywa”.
- Jeśli uważamy, że 11 Listopada jest naszym świętem, to w tym święcie uczestniczy Bierut, Gomułka, bo to jest kontynuacja tej tradycji – dodał nie rozwijając tej myśli. Według niego to właśnie 4 czerwca „wampir komunizmu został (ostatecznie) przebity osinowym kołkiem”, a Polska była w awangardzie przemian w dawnym obozie moskiewskim.
Popularny ongiś tirowiec zaprezentował ten zestaw głębokich przemyśleń wobec 90 letniego prezydenta rządu na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego. Nam wydaje się że ta świetna oferta to stanowczo za mało – wszak można tak rzec- cała prawdziwa historia Polski zaczęła się „od nas” czyli od momentu kiedy pan Władek z kolegami napisał postulat a następnie zgrabnie umykał pomiędzy kamienicami wielkich miast patrolom ROMO.
Wcześniej były tylko ponure żarty. Jakiś „Dziadek Piłsudski” przebrany w mundur niczym wyrośnięty maniak militaryzmu, starowina Dmowski w Paryżu z wąsikami a la „Zaklęte Rewiry”, jacyś legioniści bawiący się bronią, przed czym wielokrotnie przestrzegał reżyser Michael Moore oraz pianista Paderewski , który unikał fryzjera jak diabeł świeconej wody. Wszystko niesłychanie mało profesjonalne.
Ci niby bohaterowie mieli przeciwników na swoją miarę a Ci jak wiemy, nie wyróżniali się niczym szczególnym : dogłębnie groteskowe Cesarstwo Romanowów, którego władcy bez ustanku balowali, nadużywali szampana i kawioru a potem gdy już dusza rozbolała to słali do siebie grafomańskie listy bez treści, Niemiec Bismarck który był- co tu kryć – zwyczajnym opojem piwnym i żarłocznym grubasem z nadwagą spowodowaną spożyciem niezdrowego czerwonego mięsa, no i Austro-Węgry stetryczałego Prohazki, które wszyscy znamy ze Szwejka, więc nic wiedzieć więcej już nie musimy.
11 listopada 1918 nie był zatem żadnym sukcesem. Na domiar złego ta ponura data została niemądrze wybrana prawdopodobnie przez podstarzałych homofobów w mundurach bo jest katastrofalnie niedostosowana do naszej strefy klimatycznej. Po prostu nie sposób radośnie świętować przy muzyce techno i tańczyć w lateksowym kombinezonie bo w listopadzie pada deszcz i jest przeraźliwie zimno.
Ponadto poczęcie Rzeczypospolitej 11 listopada było obrzydliwie krwawe – kilka wojen naraz (zupełnie niepotrzebnych, jak to dziś wiemy z analiz młodych geniuszy Krytyki Politycznej, bo przecież negocjacje przynoszą więcej korzyści niż ostrzał z karabinu), ekspedycje karne, pociągi pancerne pędzące na wschód i tabuny koników Gaj-Chana galopujące na zachód. Bałagan i bezsens. Dopiero Pan Władysław V pokazał nam jak zwyciężać mamy – u stolarza zamawia się okrągły stół i wespół z ludźmi honoru, w miłej atmosferze wbija osinowy kołek w korpus rzężącego komunizmu.
Mamy nadzieję, że pan Władek nie powiedział w tej sprawie ostatniego słowa. Teraz przydałoby się zmienić hymn, bo jest smętny w wymowie, przyprawia o depresję i jak zwykle kojarzy się z wojną podkręcając spiralę nienawiści frazami o odbieraniu szablą sąsiadom co nam zabrali. Przecież jeśli zabrali to widocznie było im potrzebne.
Można by zatem zamówić jakąś wesołą melodię i poprosić o napisanie nowych słów, najlepiej coś o nowoczesnym transporcie drogowym, parę zwrotek o potrzebie nauki języków obcych, innowacyjności, kreatywności, asertywności i Internecie. Zaśpiewać by to mogła szansonistka A. Chylińska albo grupa mocnego uderzenia Lady Pank, ale wcześniej należałoby rozpisać przetarg publiczny, bo demokracja ma swoje prawa.
Narodowe barwy, podobnie jak święto narodowe, też nie są specjalnie miłe – wrażliwszym jednostkom mogą się kojarzyć z obrusem zalanym krwią. Takie skojarzenia mogą wywoływać niepotrzebne napięcia nerwowe u dzieci, które powinny się zrelaksować i nauczyć nakładania prezerwatywy na owoc bananowca na zajęciach praktycznych albo zapamiętać ile dwutlenku emituje krowa, żeby w przyszłości móc u niej zredukować poziom gazów cieplarnianych.
Mamy zatem nadzieję, że po objęciu godnej swego majestatu funkcji parlamentarnej pan Władysław uzyska większy wpływ na rzeczywistość i doczekamy się nareszcie projektów koniecznych reform na miarę naszych czasów i nieograniczonej wyobraźni.
KB







